niedziela, 20 lipca 2014

Rozdział 4

       Policjant wrócił do swoich modowych pogaduszek z panną "brzydkie buty".
- Wracając do tematu, nie wyjdzie pani wcześniej niż uzupełnimy akta! Tutaj jest formularz. - powiedział władza.
- Ani mi się śni! Nigdy go nie wypełnię! I nic nie zapłacę! A tak swoją drogą, gdzie kupił pan ten tupecik? Bardzo mi się podoba! Chciałabym mieć taki sam! - zaczęła się podlizywać.
- Ooo! - policjantowi jak widać łatwo było się podlizywać. - Ten jest gratisowy z zestawu z McDonalda!
- Gdzie kupiłeś? Może się razem tam wybierzemy, poradzisz mi? - ponowiła pytanie.
- No mówię, że dodali tą perukę do Happy Milla!
- A nadal dodają?
- Pewnie!
- Już rozumiem! Jesteś policjantem, więc dali ci najbardziej oszałamiający tupet?
- Jest oszałamiający? Nie wiedziałem! - mężczyzna zaczął ją słabo podrywać.
- No jasne! Wiesz, bardzo, ale to bardzo chcę go mieć! Dasz mi swój, a sobie skołujesz nowy! - spojrzała na niego z miną kociaka. Tak naprawdę peruka jej się nie podobała i była dla niej ohydna, dlatego jak jej ją odda, to od razu wywali ją do śmietnika.
- Niestety, mam randkę z extra dziewczyną i nie mogę jej zdjąć.
- Nie wiedziałam, że mamy randkę!
- Nie z tobą idiotko!
       Policjant ze złością rzucił jej przed twarz arkusz.
- Czy ty mnie rzucasz?! Po kij mi to! - wkurzyła się.
- A chce pani jeszcze jutro pójść do lumpeksu?!
       Kobieta westchnęła głęboko i wypełniła pierwszą stronę arkusza:
imię i nazwisko: Perpetua Krótka
nr w szpitalu: -
adres zamieszkania: -
Podała władzy formularz i zaczęła dłubać w nosie.
- A gdzie nr w szpitalu?!! - wrzasnął zupełnie tak (i to samo), jak pan Kołek, gdy dowiedział się, że zostanie ojcem po raz 19.
- Nooo, zapomniałam! - tłumaczyła się pani Krótka.
       Policjant wściekły poszedł do toalety. Pani w brzydkich butach otworzyła celę i razem z panią Drukarską i panem Kołkiem uciekli. Co się z nimi dalej stanie?
- Gdzie wy do jasnej anielki jesteście?! - zawołał władza, gdy wrócił z kibla. - Ooo, rozumiem! W chowanego się bawimy!
       Szukał ich przez kilka godzin - na marne.
- Dobra, wychodźcie, przegrałem!!!
       Jednak oni byli daleko, daleko od posterunku. Złapali ich kolejni policjanci i zawieźli na inną komendę, gdzie siedziała gruba pani mim.  

piątek, 11 lipca 2014

Rozdział 3

- Może się pan pośpieszyć z tym gadaniem, bo dzisiaj z Zoo wszystko o 4 % taniej! Bardzo chciałabym sobie kupić bluzę pod kolor butów, o, i czapkę też! Panu też radzę się tan wybrać! - powiedziała znudzona do granic możliwości pani w brzydkich butach.
- Niestety, ale musi pani poczekać tu do jutra, gdyż nadal nie zapłaciła pani odszkodowania. Na razie wypełnimy akta dla ludzi chorych psychicznie. Jaki jest pani numer w szpitalu? - spytał policjant.
       Zapadła niezręczna cisza, która szybko została przerwana przez dwie staruszki. Policjant i pani w brzydkich butach postanowili się nie odzywać i posłuchać ich rozmowy.
- Ma córko, pamiętasz jak powstał pawian? - spytała jedna z nich.
- Ooo! Mamuśka! Jakby to było wczoraj! - odpowiedziała druga.
- Dobrze, córciu, opowiem ci to jeszcze raz. Był raz sobie homo sapiens. czyli ja. Zjadła mnie pierwsza na świecie krowa i... wiadomo! Ty włożyłaś mnie jako placek na patelnię i jak wybuchłam na niej w jednym kawałku, to sparzyłam sobie kuper więc włosy nigdy mi już na nim nie odrosły. Tak powstał pawian. A tak między nami - szepnęła. - najgorsze jest to przechodzenie przez jej układ pokarmowy!
- Przepraszam, ale to nie jest kółko plotkarskie, tylko komisariat policji! Po co panie tu przyszły? - postanowił zwrócić im uwagę władza.
- My do Konstantyna!
- Trzeba było tak od razu! Już was do niego prowadzę, ale uwaga, chłopak schudł ostatnio trochę! 
- Nieważne! To nasz stary przyjaciel, a oni byli mocarni! Przetrwają wszystko!
       Staruszki weszły do celi, gdzie na stołku siedział kościotrup. 
- Hej laski! Co tam? - powiedział radośnie.
- Ah! Nic się nie zdarzyło ciekawego! - powiedziała starsza i zaraz pomyślała: gdybym miała tyle szczęścia co on, też bym tak wspaniale wyglądała!
- Co u was słychać, dawno się nie widzieliśmy! - ponowił pytanie.
- Mamy reumatyzm i w dodatku łysinę!
- Naprawdę? Nie zauważyłem!
- Bo mamy bardzo dobre tupeciki!
- Super! Następnym razem, jak przyjdziecie w odwiedziny, kupcie mi taki!
       Po tych kilku godzinach spędzonych pod nadzorem policjanta, obie staruszki wyszły z posterunku.

sobota, 5 lipca 2014

Rozdział 2

       Pani Drukarska myślała nad ucieczką z posterunku, który miał kraty w oknach i drzwiach. 
- Ooo! Może pilnikiem do paznokci przetnę klaty w oknach? - pomyślała i spróbowała tak zrobić, jednak na próżno. 
       Małgorzata siedziała w jednej celi z panią w brzydkich butach, która się na nią dziwnie patrzyła. Pani Drukarska z całej siły próbowała się nie śmiać z tych kozaków, ale w końcu zaczęła parskać. Nagle do celi wszedł policjant i powiedział: 
- Mam dla was niespodziankę!
- Kupił pan nowe buty dla tej pani obok? - odezwała się pani Drukarska.
- Niestety nie, ale za to przyprowadziłem wam nowego kolegę, który ciągle śpiewa "Ona tańczy dla mnie". Powodzenia z nim! -śmiał się policjant. Do celi wszedł... pan Kołek! Małgorzata aż wyskoczyła z dziury w podłodze. 
- Oj, Wiesiu! Ile razy mam ci mówić, że te buty nie pasują do tego stroju! - krzyknęła oburzona.
- A co ty tylko o tych butach i butach?! Mam tego dość! 
- Oj nie denerwuj się tak! Jak tylko wrócimy do domu pogramy w Fifę, okej?
- Znowu nauka?! Ja już umiem liczyć do pięciu po angielsku! Aj szpik inglisz! 
       Nagle do pani Drukarskiej zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie p. Dziarskiej. 
- Halo?
- Hej kochana! Czekam na ciebie pół godziny! Ja marznę w tej fontannie sama, a ty nie przychodzisz! Gdzie ty się podziewasz? - usłyszała zaniepokojony głos kochanki.
- No wiesz, dziś już nie dam rady! - pani Drukarska siliła się na smutny głos.
- Oj! No trudno! - powiedziała oschle Esmeralda, potem pomyślała. - "Jak ja się cieszę, że jednak nie przyjdzie! Umówiona jestem za godzinę u pani Szmatki!
- Głupia baba! - mruknęła sama do siebie Małgorzata, wkładając telefon z powrotem do torby. - I ma takie staroświeckie buty! Skarpetki i sandały?! Ktoś widział gorszy styl?!
       W celi zapadła cisza, do czasu...
- Przepraszam, ale patrząc na pani buty, jakiemu żulowi je pani ukradła? - musiała się odgryźć pani w brzydkich kozakach.
- A co panią to?! Kupiłam je za 4 stówki w PRAWDZIWYM butiku! - skłamała pani Drukarska. Naprawdę wzięła je z wózka bezdomnego Stasia, kiedy nie patrzył. Dziobały je gołębie, więc pomyślała, że nie będą się marnować!
- Uuu! A w jakim? - spytał pan Kołek, który nie wierzył, że takie buty mogą tyle kosztować.
- No w tym za rogiem, obok bilbordu z napisem "Kupuj olejek"!
- Ale tam jest wysypisko!
- Nnno boo kiedddyś ttammm bbył bbutik, ale ggo zammknęlli! - pani Drukarska zaczęła się jąkać.
- Wcześniej była tam stara, opuszczona KFC!
- Czy pani walnęła się w głowę?! Tam był butik, przecież wiem! - wrzasnęła. - Aaa! Rozumiem, to tam kupiła pani te swoje porośnięte mchem i pleśnią buciory? - próbowała zmienić temat.
- Nie, te buty, jak już mówiłam są z lumpeksu!
- Z jakiego? Muszę przecież wiedzieć, gdzie nie wchodzić!
- Z tego, no... Już sobie przypomniałam! Lumpeks nazywa się "Zoo".
       Małgorzata wybuchnęła śmiechem. W końcu była tam wczoraj ze swoją piątą kochanką!
- "Jeśli ona kupiła to w zoo, to ma na nogach dwa kubki ze sklepu z pamiątkami lub prawdziwe, małe krokodyle! He he!" - pomyślała pani Drukarska.
- Co się tak na mnie gapisz? - spytała pani "Dziwne buty". 
- Nic, nic! - pani Drukarska była zadowolona.
       Po tej rozmowie siedzieli cicho w celi przez kolejne 2 godziny. W końcu pana Kołka zaczęło to męczyć - siedzenie w celi bez wódki z wkurzającą żoną. 
- Przepraszam, że zakłócam sen pana policjanta, ale czy ktoś nas kiedyś stąd wypuści?! - krzyknął do władzy, który jak gdyby nigdy nic, położył się na biurku i spał.
       Krzyk Wiesława obudził go. Policjant o mało nie spadł z blatu.
- Co jest, do cholery?! A, już wiem! - mruknął. - Będę was wypuszczał po kolei! Na początku ta pani w brzydkich butach, czy co to tam jest!
       Wypuścił ją z celi i zaczął gadać o formalnościach.

sobota, 28 czerwca 2014

Rozdział 1

             Była raz sobie bardzo nieszczęśliwa pani Drukarska. Stale zakochana, żyjąca w swoim świecie. Miała czekać na swojego męża - pana Kołka. Pani Drukarska chwyciła za telefon, jednak na nic się to zdało, nie odbierał. Wtedy do poczochranej głowy pani Drukarskiej przyszła myśl (co w jej przypadku bardzo rzadko się zdarzało):
- Pan Kołek! - przeraziła się, że aż spadła z ławki, na której siedziała. – On… on ZAGINĄŁ!!!
            Zaraz pobiegła na prywatne poszukiwania. Po drodze jej uwagę przykuła wysoka, szczupła kobieta w butach ze skóry krokodyla.
- Co pani sobie wyobraża?! Nosić takie niemodne buty?! To skandal!!! – pani Drukarska zaczęła ją bić z tak zwanego „liścia”.
- Co pani robi?! – odezwała się brązowa od sińców kobieta. – Te buty były tanie! Tylko dwie stówki w pobliskim lumpeksie! Pani też radzę się tam wybrać, bo z modą u pani kiepsko!
- Znalazła się modnisia! I może już pani zdjąć ten tupecik, nikt się nie nabierze!!!
- To nie jest tupecik, tylko bardzo modna peruka!
- Aha, na pewno! Już mop pasowałby do pani bardziej niż… to! O, ty szmato, czy to telefon do mojego męża?!!
- Tak! To mój kochanek nr. 17356486979747!
            Pani Drukarska już chciała się na nią rzucić sposobem dzikiego tygrysa, gdy nagle podbiegł policjant i rozdzielił skłócone kobiety.
- Co się tutaj dzieje?! – spytał.
- Ona mi kradnie męża! Proszę dać jej klapsa! – zaczęła beczeć pani Drukarska.
- Wcale nie! – broniła się kobieta. – Nie mam nic wspólnego z jej mężem!
-Nie kłam!
- Jest pani winna drugiej pani pieniądze! – odezwał się policjant.  – Pani była ubezbieczona na kradzież męża! I proszę zdjąć te ohydne buty! Stawiam za nie mandat!
- Do moich butów to się proszę nie dotykać! Niczego nie zapłacę! Jestem ubezpieczona na to ubezpieczenie! – powiedziała dumnie kobieta.
- Ale ja byłam ubezpieczona na ubezpieczenie za to ubezpieczenie! – pani Drukarska mało nie pękła z dumy!
- Niczego nie będę płacić!!! /s#*~!!! – przeklęła paniusia.
- Teraz pani przegięła! Proszę mnie natychmiast pocałować!
- Nigdy kogoś takiego nie pocałuję! Aż dziwne, że teraz takich /s#*~ do pracy przyjmują!
- Dobrze – odpowiedział spokojnie władza. – Raz, dwa trzy, pocałujesz mnie ty! – wskazał palcem na panią Drukarską.
- Okej… Niech już będzie! Jak się pan nazywa? Wpiszę pana na listę kochanków!
- Jestem Tadzik, a pani to kto…??? – na jego twarzy pojawił się chytry uśmieszek.
- Nazywam się Małgorzata Drukarska! Dziwne, że pan mnie nie zna! Jestem przecież sławna!

            Jednak zanim skończyli rozmowę, jakiś inny policjant wsadził kobiety do radiowozu i zawieźli na posterunek.  Pani Drukarska wiedziała, że SAMA musi odnaleźć męża, bez względu na to, w jakiej sytuacji się obecnie znajduje… W jej rękach spoczywały poszukiwania pana Kołka.